Jakiś czas temu kupiłem netbooka. Przyjemna rzecz jeśli chodzi o codzienne dojazdy do pracy – poczytać można, muzyczki posłuchać i.. w sumie to było wszystko. Jednakże ile można czytać kolejne biblie programistyczne, dokumentacje i tutoriale. Trzeba było wymyślić jakąś formę rozrywki.
Instalowanie Diablo na netbooku nie byłoby dobrym pomysłem. Pomijając brak stacji dla dysków optycznych, to granie w dynamiczną grę w trzęsących autobusach ZTMu nie jest zbyt dobrym pomysłem. I wtedy przypomniałem sobie o tak kiedyś cenionych przeze mnie grach – roguelike. Nazwę dla tego typu gier dał Rogue – pierwszy produkt tego typu. Idea gry jest prosta – należy schodzić coraz niżej w labiryncie/lochach/podziemiach i ubijać coraz więcej i silniejszych stworków. Jedyną różnicą w porównaniu ze zwykłymi grami jest grafika, a w zasadzie najczęściej jej brak. Roguelike wywodzą się jeszcze z czasów, gdy królowały rozwiązania typu mainframe – czyli mieliśmy jeden olbrzymi serwer i ludzie podłączali się do niego by grać (w sumie tak samo działa dziś internet i masa innych aplikacji ). Dlatego też po zapisaniu stanu gry aplikacja się zamyka – jeśli zaś zginiemy, kasowane są pliki z zapisem gry danej postaci. Wiadomo, można to obejść zawczasu kopiując pliki z zapisanym stanem gry, ale jest to traktowane jako oszustwo. Taaak, wiem, że wygląda to maksymalnie hardkorowo. Spróbujcie przejść wspomniane choćby Diablo nie “powstając z martwych” co ubicie. Ciężko.
Jedną z najbardziej rozbudowanych gierek tego typu jest ADOM, a jest to skrót od nazwy Ancient Domains of Mystery. Gra ma już swoje lata (pojawiła się w 1994), ale lata jej rozwoju zrobiły swoje. Znajdziemy w niej olbrzymi świat, masę potworków, możliwości rozwoju i takich tam. Co zatem sprawia, że gierki te nie są popularne, skoro niby są takie doskonałe? Pierwszy problem to brak grafiki – osadzenie ich w ASCII-arcie nie zachęca na pierwszy rzut oka. Choć dla mnie to plus – naprawdę mocno rozwija to wyobraźnię. Niektórzy dochodzą do momentu, kiedy niewinna literka “D” na komputerze od razu wywołuje panikę, gdyż w grze oznacza smoka
Drugim problemem jest interfejs – będąc spadkobiercą konsoli grę można obsługiwać tylko za pomocą klawiatury, a zapamiętanie na początku sporej liczby poleceń ukrytych pod różnymi klawiszami może być dość uciążliwe i zniechęcające. Jednakże w dobie powtarzalnych klikaczy przeglądarkowych (OGame, Travian i takie tam) być może warto na chwilkę oderwać się od kolorowej graficzki i spróbować swoich sił w czymś bardziej zaawansowanym. Z góry ostrzegam – to wciąga.



O nieee! Gry to zło!
Ja tu męczę ostro moją magisterkę i zgłębiam tajniki Wicket i Struts2, a Ty mi przypominasz czasy liceum i wczesnych studiów. Zgiń, przepadnij 
No i teraz będzie mnie kusić myśl o krainie Ancardia i przygodach, które tam na mnie czekają 
W liceum połowa klasy grała w ADOM’a, część wymiękła szybko, a część walczyła dalej. Pamiętam jak zapłaciłem pół kieszonkowego za wydrukowanie instrukcji gracza do tej gry, a i tak nie udało mi się jej przejść nawet z kopiowaniem save’ów
Dla trochę mniejszych hardcorowców jest jeszcze NetHack, też gra roquelike, ale z możliwością włączenia prostego interfejsu graficznego. Też fajna.
Gralem, ale mnie nie zachwycil az tak bardzo. O wiele mocniej wsiaknelem w Angbanda (plain Vanilla), choc i w ZAngbanda troche pogralem.