Nie jestem zwolennikiem PiSu, prezydenta Kaczyńskiego i szeregu innych ludzi. Nie płakałem po papieżu, nie paliłem onetowych świeczek na GG. Jednakże dzisiejsze wydarzenie nie ma odpowiednika w historii, a już na pewno w historii Polski. Dlatego kreślę tych kilka słów, bo wydarzenie jest historyczne i jako takie zasługuje na wspomnienie.
Share on FacebookLatest Entries »
W świetle takiego filmu jak Avatar, oglądanie czarno-białych filmów może wydawać się albo dziwactwem, bądź też przesadnym snobizmem. Cóż poradzić, że jeden z nich jest tak bardzo popularny, a co więcej bardzo mi się podoba.
O Casablance słyszeli chyba wszyscy (pomijając dresów i innych neandertalczyków). Historia niespełnionej miłości Ricka i Ilsy w wojennej rzeczywistości marokańskiego miasta – podbiła serca widzów na całym świecie, oraz zapewniła sobie miano kultowej. Jednakże to o nie tym dziele dzisiejszy wpis. Otóż przy okazji lektury materiałów dotyczących filmu, natrafiłem na bardzo ciekawy dokument. Jest nim Kodeks Haysa, który “obowiązywał” w latach 1930-1968. Umieszczenie słowa obowiązywał w nawiasach sugeruje pewną umowność owego dokumentu – były to bowiem wytyczne cenzorskie, które miały/powinny przestrzegać wytwórnie filmowe. Konkretnie chodziło o niepokazywanie w filmach zwycięstw odnoszonych przez złe postaci, unikanie moralnej pochwały dla zła i tego typu zapisy. To rzecz jasna automatycznie wykluczało pokazywanie nagości, używania narkotyków, czy naśmiewania się z czyjejkolwiek religii. Obowiązywanie kodeksu trwało całkiem długo, a jego ostateczne porzucenie zbiegło się w czasie z rewolucją obyczajową. Spadkobiercą kodeksu jest system ocen filmów, który wprowadziła MPAA (Motion Pircure Association of America) by wskazywać filmy o wysokiej zawartości przemocy czy nagości – z pewnymi zmianami obowiązuje on do dziś.
Słowo klucz. Tango! Taniec argentyńskich pasterzy, drapieżny, zmysłowy, epatujący emocją aż do nieprzytomności. Tango! Bo Mrożek napisał. Bo w szkole uczyli. Tango! Wieczorna intymność tańca z gwiazdami i każdy już znawcą, wszystko wie. Tango! Zaś to nie takie proste, kroki niełatwe, choć na kursach tańca nieźle mnie ich przyuczali. Dalej nie umiem. Tango! Wolny, szybki, szybki, wolny! Oni potrafią, potrafią jak nikt. Bo emocja, bo żar! Tango!
Share on FacebookJakiś czas temu kupiłem netbooka. Przyjemna rzecz jeśli chodzi o codzienne dojazdy do pracy – poczytać można, muzyczki posłuchać i.. w sumie to było wszystko. Jednakże ile można czytać kolejne biblie programistyczne, dokumentacje i tutoriale. Trzeba było wymyślić jakąś formę rozrywki.
Instalowanie Diablo na netbooku nie byłoby dobrym pomysłem. Pomijając brak stacji dla dysków optycznych, to granie w dynamiczną grę w trzęsących autobusach ZTMu nie jest zbyt dobrym pomysłem. I wtedy przypomniałem sobie o tak kiedyś cenionych przeze mnie grach – roguelike. Nazwę dla tego typu gier dał Rogue – pierwszy produkt tego typu. Idea gry jest prosta – należy schodzić coraz niżej w labiryncie/lochach/podziemiach i ubijać coraz więcej i silniejszych stworków. Jedyną różnicą w porównaniu ze zwykłymi grami jest grafika, a w zasadzie najczęściej jej brak. Roguelike wywodzą się jeszcze z czasów, gdy królowały rozwiązania typu mainframe – czyli mieliśmy jeden olbrzymi serwer i ludzie podłączali się do niego by grać (w sumie tak samo działa dziś internet i masa innych aplikacji ). Dlatego też po zapisaniu stanu gry aplikacja się zamyka – jeśli zaś zginiemy, kasowane są pliki z zapisem gry danej postaci. Wiadomo, można to obejść zawczasu kopiując pliki z zapisanym stanem gry, ale jest to traktowane jako oszustwo. Taaak, wiem, że wygląda to maksymalnie hardkorowo. Spróbujcie przejść wspomniane choćby Diablo nie “powstając z martwych” co ubicie. Ciężko.
Jedną z najbardziej rozbudowanych gierek tego typu jest ADOM, a jest to skrót od nazwy Ancient Domains of Mystery. Gra ma już swoje lata (pojawiła się w 1994), ale lata jej rozwoju zrobiły swoje. Znajdziemy w niej olbrzymi świat, masę potworków, możliwości rozwoju i takich tam. Co zatem sprawia, że gierki te nie są popularne, skoro niby są takie doskonałe? Pierwszy problem to brak grafiki – osadzenie ich w ASCII-arcie nie zachęca na pierwszy rzut oka. Choć dla mnie to plus – naprawdę mocno rozwija to wyobraźnię. Niektórzy dochodzą do momentu, kiedy niewinna literka “D” na komputerze od razu wywołuje panikę, gdyż w grze oznacza smoka
Drugim problemem jest interfejs – będąc spadkobiercą konsoli grę można obsługiwać tylko za pomocą klawiatury, a zapamiętanie na początku sporej liczby poleceń ukrytych pod różnymi klawiszami może być dość uciążliwe i zniechęcające. Jednakże w dobie powtarzalnych klikaczy przeglądarkowych (OGame, Travian i takie tam) być może warto na chwilkę oderwać się od kolorowej graficzki i spróbować swoich sił w czymś bardziej zaawansowanym. Z góry ostrzegam – to wciąga.


Amerykanie jako naród na wojnach (przynajmniej tych zwanych światowymi) wycierpieli nie aż tak dużo. Pomijając Pearl Harbor – gdzie po prostu wystrzelano/zbombardowano ich jak kaczki, to na pewno nie doświadczyli obozów zagłady i pernamentnego państwa policyjnego.
Mimo tego faktu prawdą jest, że o bohaterstwie żołnierzy spod znaku 50 gwiazdek powstały dziesiątki filmów, książek i cholera wie czego jeszcze. Z definicji ocierają się one o banał, albo łzawe historie (przynajmniej te, które miałem okazję oglądać), ale ostatnio obejrzałem film, który pokazał wojnę (konkretnie drugą światową) od zupełnie innej strony i w totalnie innej scenerii, niż wszystkie inne. Wybór Zofii to jeden z najważniejszych filmów w karierze Meryl Streep – dostała Oskara za najlepszą rolę pierwszoplanową. Obraz o którym piszę powstał w roku 1982 – zatem wiele lat po wojnie – na podstawie powieści Williama Styrona, reżyserią zaś zajął się Alan J. Pakula.
Film opowiada historię Zofii Zawistowskiej – Polki, córki krakowskiego profesora, która straciła swoją rodzinę w Oświęcimiu. Poznajemy ją dzięki młodemu pisarzowi Stingo, który wprowadził się do domu zamieszkiwanego przez Zofię. Jednego z wieczorów zaraz po przeprowadzce nocny hałas wyciąga Stingo na schody, gdzie jego oczom ukazuje się scena brutalnego “quasi-rozstania” między Zofią, a jej partnerem – Nathanem (w tej roli Kelvin Kline), którzy zamieszkują piętro wyżej. I taki opis możnaby umieścić w TeleTygodniu i pewnie niewiele osób film by obejrzało. Jednakże istotnym z punktu widzenia dalszej fabuły nie jest tak naprawdę (jak możnaby się spodziewać) relacja miłosna pomiędzy głównymi bohaterami, ale historia opowiedziana przez Zofię w intymnej ciemności hotelowego pokoju, dokoąd uciekła razem ze Stingo po kolejnej awanturze urządzonej przez zazdrosnego Nathana.
Od historii opowiedzianej przez główną bohaterkę bierze się tytuł filmu – dano jej bowiem namiastkę boskiej mocy – miała wybierać kto umrze, a kto zostanie ocalony. Scena mająca miejsce przy selekcji przywiezionych do obozu ludzi jest dzięki swej ascetyczności niesamowicie sugestywna. Trudno mi opisać jednoznacznie przedstawioną w filmie fabułę. Film trzeba zobaczyć nie tylko dla doskonale oddanej książki, ale by zobaczyć, że Amerykanie również potrafią tworzyć filmy o wojnie, które pozostawiają po seansie nastrój refleksji i kontemplacji, a nie powiewającą na tle zachodzącego słońca biało-czerwono-niebieską flagę. Naprawdę trzeba.
Share on FacebookJestem skłonny założyć się o część swoich skromnych zarobków, iż każdy, kto czyta te słowa zna przynajmniej dwa utwory kompozytora, o którym zamierzam napisać.
Edvard Hagerup Grieg. Ktoś zna? Jakieś tytuły? Pewnie nie. To teraz drugie nazwisko – Henryk Ibsen. Dalej nic? Zapraszam w takim razie na wikipedię, a poniżej dwa najbardziej znane utwory, które umieściły tych panów w historii muzyki i dramatu.
W grocie króla gór
Poranek
Share on FacebookPisałem w poprzedniej notce o Jacku Dukaju. Z obecnym wpisem ma on tyle wspólnego, że podobnie jak mój dzisiejszy bohater pochodzi z Tarnowa. Panie i Panowie – prezentuję zespół Totentanz.
Chłopaki z Tarnowa na muzycznej scenie istnieją od niedawna – raptem w 2007 roku wypuścili swój debiutancki krążek Nieból. Jest to naprawdę kawałek niezłego grania – płyta jest zarówno ciekawa pod względem tekstów jak i muzyki – w czym zasługa wokalisty zespołu Rafała Huszno. Debiut zespołu wysoko ocenili zarówno krytycy jak i publika, która uwierzyła zespołowi i rok od wydania debiutanckiej płyty bez zastrzeżeń kupiła drugą płytę - Zimny dom. I możnaby założyć, że chłopaki dalej będą grali swoje, kiedy gruchnęła wieść o tym, iż Totentanz wzorem choćby Metalliki (płyta S&M), albo Within Temptation (Dark Symphony) zamierzają nagrać płytę z udziałem orkiestry. Co prawda ograniczyli się do mniejszej od typowej orkiestry symfonicznej orkiestry kameralnej, ale i tak dodatek smyczków zadziałał piorunująco. Płytę Live wydano dopiero 5 grudnia 2009 roku – dokładnie pół roku po nagraniu, które miało miejsce na tarnowskim rynku w dniu 5 czerwca. Album składa się z 2 płytek – z zapisem wideo oraz oddzielnie ścieżka audio. Całość to godzina i 20 minut dobrego polskiego rocka, którego długo nie można zapomnieć. Poniżej Zimny Dom – jedna z moich ulubionych piosenek.
Zamierzam wystawić małą sztukę. Malutką, tyci-tyci, w końcu na dwóch raptem aktorów rozpisaną. Proszę wyłączyć komórki, usiąść wygodnie, Panie i Panowie, kurtyna!

Pamiętacie Arystotelesa? Taki filozof, uczeń Platona, można też na nim wieszać psy za to, iż wymyślił liceum
Pozostawił po sobie kilkadziesiąt dzieł, które przez kilkanaście stuleci oddziaływały na umysły zachodniej kultury. Pomimo niebagatelnego znaczenia dla filozofii oraz kultury europejskiej, w pewnym momencie został odstawiony na półkę, aby tam dostojnie zarastać kurzem. Jego prace przyrodnicze w wieku XIX i późniejszych można było poczytać tylko przez sentyment. Zaś metafizyka, czy etyka przegrywała z kretesem z kolejnymi nihilistycznymi wynalazkami ludzkości, że o postmodernizmie nie wspomnę. To pierwszy aktor w mojej sztuce.
Drugi aktor jest na pewno mniej w świecie znany, co wcale nie oznacza, iż nie należy mu się szacunek. Jacek Dukaj, bowiem tak się nasz drugi bohater nazywa, filozofię studiował i to w akademickich murach. Ukończył z wynikiem nieznanym, czego zresztą nikt mu nie wypomina, gdyż ważne czym zajął się później. A zajął się droga publiczności pisaniem. Szło mu to całkiem sprawnie, aż w końcu natknął się na Arystotelesa. I dopiero wtedy się zaczęło. Jednakże o tej historii opowiem kiedy indziej. Kurtyna!
Zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym, jak działają relacje międzyludzkie? Nie popadając w trywializację oraz wypisywanie na murach “Kocham Cię Gośka!” wypada się zgodzić, iż każdego z nas można opisać poprzez posiadaną (najczęściej niestety nie) charyzmę. Ów jednostkowy atrybut wiódł ludzi na barykady, kazał im dokonywać rzeczy zarówno heroicznych jak i podłych, albowiem z charyzmą się nie dyskutuje. Charyzmę się wyczuwa, podobnie jak kwiaty wyczuwają światło, aby skierować tam swe liście. Jest to przyrodzone rodzajowi ludzkiemu zachowanie.
Skąd zaś bierze się charyzma? Jak ją postrzegamy? Tutaj wracamy do Arystotelesa. To on w swych dziełach odrzucił idee, które za nieosobowy byt uznawał Platon. To nie idee ucieleśniają się w swiecie, ale materia naszego kosmosu jest kształtowana przez formę – każdy z nas jest poddanym jednej z nich – są i niewolni doulosi, ale też i arystokracja. Dukaj podjął dyskusję z filozofem, wykorzystał jego myśl i stworzył oryginalne uniwersum, gdzie filozofia zdaje się być wyryta w rzeczywistości.
“Stojąc między bogiem, a psem, w którą stronę skierujesz swą twarz?”. U Dukaja można skierować ją tylko w dół, albo złamać tego, kto bogiem się mieni. Świat stworzony przez autora poznajemy z perspektywy kogoś, kto póki co może najwyżej zginać kark przed wszystkimi wokół. Hieronim Berbelek, był swego czasu potężnym strategosem, doskonałym dowódcą wojskowym, na którego skinienie ludzie oddawali życie. Dlaczego? Jego forma była silniejsza niż wszystkich jego podwładnych. I nie rzecz w prostych żołnierzach – posłuszeństwo zaprzysięgali mu najwyższi rangą dowódcy oraz najpotężniejsi aresowie. Napotkał jednakże przeciwnika większego od siebie. Albowiem oczywistością jest to, iż żaden człowiek nie jest w stanie zwyciężyć boga. Kratistosi, najpotężniejsze istoty na świecie, bogowie obleczeni w ludzką powłokę, są o swą potęgę zazdrośni, na pewno nie uznają zwykłego człowieka za równego sobie. Hieronim Berbelek zostaje pokonany.
W nakreślonej przez Dukaja wizji Europy i całego świata, osobista moc i potęga, siła morfy płynie w powietrzu przed każdym człowiekiem. W ten sposób rzeźbi się w rzeczywistości stosunki społeczne – aristokracja czerpie swą siłę z formy własnych rodów, wyuczonych gestów oraz oczywistości zachowań. Aresi oraz Nimrodzi są zarówno panami, jak i niewolnikami. Potężni siłą swej morfy muszą toczyć z nią boje o panowanie – aresa może zaślepić chęć mordu i walki, bitewnego zgiełku oraz lejącej się krwi. Nimrodzi to myśliwi, ludzie o duszach drapieżników, którzy w dzikości przyrody znajdują prawdziwe ukojenie. I w końcu twórcy kerosu, rzeźbiący materię i rzeczywistość z różną siłą uzależnioną od swej mocy – to demiurgosi i teknitesi – sprzedający swą sztukę każdemu kto jest skłonny za nią zapłacić. Zaś nad tą całą mieszaniną przeróżnych morf, unoszą się rozpostarte nieraz na wiele krajów formy kratistosów, zmieniających ich mieszkańców na swój obraz i podobieństwo.
Hieronim Berbelek, pokonany strategos, będący odbiciem swojej dawnej chwały staje się z dnia na dzień kimś nowym. Dzieje się tak za sprawą esthle Szulimy Amitace, której forma wyciąga Hieronima z przytulnej apatii i bezruchu, aby wykorzystać to, co głęboko ukrył przed światem. Diament, z którego zostanie wykuty oręż do walki z kratistosami, zarówno tego jak i innych światów. Rozpoczyna się podróż, która z Europy wiedzie do centrum Afryki, aby zakończyć się w najmniej spodziewanym miejscu – wśród gwiazd, do których wszyscy próbujemy dążyć. Zapewniam, że z Hieronimem Berbelekiem podróż ta jest naprawdę niesamowita.
Share on FacebookTytuł wpisu wcale nie jest przewrotny! Jak każdy szanujący się programista swój devBlog rozpocząłem od nieśmiertelnego “Hello World”. Co zrobić z tworem, gdzie zamierzam powrócić do kultywowania poprawnej polszczyzny oraz wrodzonego humanizmu? Postanowiłem oddać głos mistrzowi Herbertowi:
Share on FacebookIdź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodęidź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch[...]
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świciestrzeź się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszychstrzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszyczuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdępowtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku[...]
Bądź wierny Idź
