W świetle takiego filmu jak Avatar, oglądanie czarno-białych filmów może wydawać się albo dziwactwem, bądź też przesadnym snobizmem. Cóż poradzić, że jeden z nich jest tak bardzo popularny, a co więcej bardzo mi się podoba.
O Casablance słyszeli chyba wszyscy (pomijając dresów i innych neandertalczyków). Historia niespełnionej miłości Ricka i Ilsy w wojennej rzeczywistości marokańskiego miasta – podbiła serca widzów na całym świecie, oraz zapewniła sobie miano kultowej. Jednakże to o nie tym dziele dzisiejszy wpis. Otóż przy okazji lektury materiałów dotyczących filmu, natrafiłem na bardzo ciekawy dokument. Jest nim Kodeks Haysa, który “obowiązywał” w latach 1930-1968. Umieszczenie słowa obowiązywał w nawiasach sugeruje pewną umowność owego dokumentu – były to bowiem wytyczne cenzorskie, które miały/powinny przestrzegać wytwórnie filmowe. Konkretnie chodziło o niepokazywanie w filmach zwycięstw odnoszonych przez złe postaci, unikanie moralnej pochwały dla zła i tego typu zapisy. To rzecz jasna automatycznie wykluczało pokazywanie nagości, używania narkotyków, czy naśmiewania się z czyjejkolwiek religii. Obowiązywanie kodeksu trwało całkiem długo, a jego ostateczne porzucenie zbiegło się w czasie z rewolucją obyczajową. Spadkobiercą kodeksu jest system ocen filmów, który wprowadziła MPAA (Motion Pircure Association of America) by wskazywać filmy o wysokiej zawartości przemocy czy nagości – z pewnymi zmianami obowiązuje on do dziś.
