Religia to sprawa dość poważna. Pomijając już kwestie, czy ktoś jest wierzący, bądź nie. Odrzucając zbędny mistycyzm i machając brzytewką pana Ockhama najczęściej wychodzi na to, iż religia jest wytworem kultury, wynikającym z szeregu cech przynależnych ludzkiemu gatunkowi. Jednakże dziś będzie o czymś innym.

Odejście z kościoła (niezależnie od prowieniencji) jest dość radykalnym posunięciem – zwłaszcza jeśli nie jest cichutkim “wierzący, ale nieprkatykujący”, ale oficjalnym spotkaniem z hierarchią kościelną by dokonać aktu apostazji. Jednakże jeszcze bardziej szokującym wydarzeniem jest opuszczenie kościoła przez jednego z kapłanów – duchownych, którzy zostali rzekomo powołani do wskazywania wiernym drogi. Najbardziej znanym w Polsce apostatą jest pewnie Roman Kotliński, obecnie naczelny tygodnika “Fakty i mity”, którego książki “Byłem księdzem” zajmowały pierwsze miejsca na listach bestsellerów. Ja z kolei opowiem o trochę innym przypadku – o tyle ciekawym, iż dzięki niemu powstało dzieło (moim rzecz jasna subiektywnym zdaniem) wybitne. Panie i Panowie oto Jack Miles.

Cisza zapadła bo i nazwisko szerokim echem w mediach się nie obija. Jack Miles jest byłym duchownym, konktretniej jezuitą, który wystąpił z tego zgromadzenia zakonnego. Jezuici jak to przystało na zakon powołany do walki z herezją, stara się posiadać w swoich szeregach ludzi wykształconych, zatem w przypadku naszego bohatera nie było inaczej. Jest on bowiem specjalistą – lingwistą – ze szczególnym uwzględnieniem  starożytnych języków bliskowschodnich. Dzięki temu czytanie  biblii w języku oryginalnym (lub późniejszych jej przekładów na grekę, czy łacinę ) nie stanowi dla niego problemu. Swoje przemyślenia na temat starego testamentu wyłożył w napisanej przez siebie książce “Bóg. Biografia”, za którą otrzymał nagrodę Pulitzera w roku 1996.

Czy można patrzeć na boga nie jak na “Boga”, ale jak na bohatera największego bestsellera wszechczasów? Czy da się przeprowadzić literacką analizę jego poczynań? Czy takie podejście jest w ogóle możliwe? Okazuje się, że można. Miles omawia po kolei wszystkie księgi starego testamentu w kolejności akceptowanej przez Żydów. Okazuje się bowiem, iż kanon pism starego testamentu jest różny dla katolików i Żydów. Podejście tych drugich jest uznawane przez autora książki za słuszne – księgi są umieszczone niekoniecznie w ciągu chronologicznym, za to o wiele ciekawiej pokazują ewolucję boga, albo też dominację kolejnych jego wcieleń. Tak! Kolejnych wcieleń. Posiłkując się wiedzą historyczną oraz znajomością starożytnych kultur, Jack Miles wskazuje na różne twarze istoty, którą zwykliśmy nazywać “Bogiem”.

Odnajdujemy w niej zarówno Tiamat, Baala czy Zoroastera. Słyszymy echa walk między nimi, próby samopoznania boga, jego reakcje na zachowania jego wyznawców, ale też na czyny, które popełnił sam. Prawie 500 stron lektury pozostawia u czytelnika wrażenie, że tak naprawdę to boga powinno się zamknąć w zakładzie dla obłąkanych. Może i przewidując taki rozwój wypadków, sam zainteresowany umilkł na dobre kilkanaście ksiąg przed końcem starego testamentu. Jestem również przekonany, iż każdy odkryje jak naprawdę wygląda sprawa z księgą, którą kilkaset milionów ludzi na świecie uznaje za świętą. Bowiem w obliczu wywodu Jacka Milesa możemy co najwyżej otworzyć z wrażenia usta i powiedzieć WOOOW. Perły przed wieprze, naprawdę. Szkoda tylko, że tych pereł trzeba szukać w antykwariatach, naprawdę szkoda.

Share on Facebook