• O blogu
  • rss

Kulturalny Chlebik

Kulturalny Chlebik

Moje kulturalne przemyślenia
  • home
  • Blog
  • Film
  • Filozofia
  • Gry
  • Historia
  • Książki
  • Kulinaria
  • Life
  • Muzyka
  • Religia
  • Sport
  • Taniec

Category: Life


Bieg rzeźnika i przejście Kotliny, czyli dlaczego zacząłem biegać

Filed Under: Life, Sport
kwi.23, 2011

Dzisiaj pokontynuujemy tematykę biegowo-sportową. Od dawien dawna jestem miłośnikiem chodzenia po górach. Póki co nie jest to wspinaczka skałkowa, ani podążanie szlakiem ogródków piwnych na Krupówkach. Takie zwykłe turystyczne chodzenie.

Jednakże w zeszłym roku po powrocie z wakacji rozpocząłem swoją przygodę z bieganiem. Głównie celem poprawy ogólnej kondycji i odstresowania. Szło mi całkiem przyzwoicie, aż moje wybiegi przerwała zima, która przyszła chyba na początku listopada. W SoftShella jeszcze się nie zaopatrzyłem w związku z czym zaprzestałem aktywności. Z tydzień temu wróciłem do biegania jednakże z już trochę innym nastawieniem. Odkryłem bowiem fantastyczną rzecz, jaką są biegi górskie . Jest to zwykły bieg na czas (choć często i tego kryterium nie ma), który odbywa się w górach. Zatem poza samą długością biegu w grę wchodzi wysokość przewyższeń oraz zmienna pogoda. Na podanej powyżej stronie można znaleźć masę informacji na ten temat – ja jednakże na samym początku zapoznałem się z 2 imprezami w wersji ‘ultra’ czyli takimi, w których chodzi tylko i wyłącznie o ukończenie biegu. Te dwie imprezy to Przejście Kotliny Jeleniogórskiej oraz Bieg Rzeźnika.

Pierwszy z biegów zgodnie z nazwą odbywa się w Kotlinie Jeleniogórskiej. Czyli są to okolice Jeleniej Góry, choć sam bieg rozpoczyna się i kończy w Szklarskiej Porębie. Całość to coś koło 150km po górach, a potem po płaskim dość terenie Kotliny. Rekordziści przechodzą (przebiegają?) trasę w 28h!!! Jednakże to już są hardkorowcy, którzy po drodze prawie nie śpią. Impreza ta odbywa się zazwyczaj w 3cim tygodniu września, a zapisy niestety są ograniczone do 300 osób (wymóg dyrekcji Karkonoskiego Parku Narodowego). Biegacze startują w piątek wieczorem ze Szklarskiej Poręby, aby przez Szrenicę, Śnieżkę, Przełęcz Okraj i potem w dół naokoło Kotliny przebyć całą trasę. W tym roku odbędzie się już 7 edycja tej imprezy, która zyskała sobie już miano kultowej. Całość trasy oraz mapę można podejrzeć sobie na stronie wiki. (nie umieszczam zdjęć bo są olbrzymie).

Drugim biegiem, który posiada bardzo znamienną nazwę jest Bieg Rzeźnika. Tak, tak – nazwa mówi wiele. Impreza odbywa się w czerwcu w Bieszczadach i obejmuje pokonanie 75km trasy i zmieszczenie się w limicie 19h. Startuje się w Komańczy o 3 nad ranem, a kończy w Ustrzykach Górnych o 22.  Suma przewyższeń to ponad 3km i w sumie mamy tyle samo zbiegów. Organizatorzy w odróżnieniu od Przejścia Kotliny zakładają, iż bieg jest trudny i w związku z tym mogą startować tylko drużyny 2-osobowe (od wielkiego dzwonu można wystąpić w 3 osoby). Jednakże drużyna to jedno – jej członkowie nie mogą oddalić się od siebie. Ma to służyć zapewnieniu bezpieczeństwa na trasie w razie gdyby komuś stała się krzywda. Już samo takie stwierdzenie budzi respekt, jednakże dalej działa na ambicję ;) Wszystkie informacje można sobie znaleźć na oficjalnej stronie biegu.

Świadomość, że istnieją ludzie, którzy są w stanie pokonać takie trasy motywuje. Na tyle, że za każdym wybiegiem staram się polepszyć swój wynik. Jednakże w związku z tym, iż przyszła Wielkanoc to pogrzeszę w diecie i ciutkę odpocznę, czego wszystkim Czytelnikom życzę.

Share on Facebook
read more

Just sports

Filed Under: Life, Sport
kwi.17, 2011

Rozpocząłem właśnie sezon biegowy.  Na razie spokojnie i grzecznie przypominam sobie o istnieniu pewnych mięśni i stawów (w sumie to bardziej one przypominają mi o sobie).

Na forach dyskusyjnych dotyczących biegania często można znaleźć ciekawe wątki dotyczące motywacji do biegania. Są też takie, które zawierają setlisty do słuchania podczas biegów. To świetnie. Ja natomiast wrzucę fajną rzecz, która pochodzi z hollywodzkiej komedii romantycznej “Czego pragną kobiety” z Melem Gibsonem w roli głównej. Jako pracownik agencji reklamowej Mel tworzy reklamę dla Nike. Akurat w przypadku tego filmu reklama jest skierowana do kobiet. Ale tak naprawdę przekaz jest uniwersalny. Niestety udostępnianie filmiku na stronach zostało wyłączone, a poszukiwania go poza YouTube nie za bardzo mi wyszły. Zatem oto link:  http://www.youtube.com/watch?v=QyO6ayCb5rE

I tekst:

You don’t stand in front
of a mirror before a run…

and wonder what the road
will think of your outfit.

You don’t have to listen to its
jokes and pretend they’re funny.

It would not be easier to run
if you dressed sexier.

The road doesn’t notice
if you’re not wearing lipstick.

It does not care
how old you are.

You do not feel
uncomfortable…

because you make more money
than the road.

And you can call on the road
whenever you feel like it,

whether it’s been a day…

or a couple of hours
since your last date.

The only thing
the road cares about…

is that you pay it a visit
once in a while.

Nike.
No games.
Just sports.

Share on Facebook
read more

Coś się kończy, ale nic nie zaczyna.

Filed Under: Film, Historia, Life
mar.12, 2011

Chyba każdy człowiek wykształcony, oczytany, umiarkowanie korzystający z dóbr kultury napotkał w swoim życiu moment, w którym zdarzyło się mu żałować, iż nie urodził się w troszeczkę innych czasach. Przynajmniej zaś – w czasach odmalowywanych przez kulturę, w której uczestniczymy. Kto nie chciał przenieść się czasem do Śródziemia i zakrzyknąć w karczmie: “Piwa gospodarzu!”. Albo też usiąść w zdobionej ciężkimi meblami i świecznikami  jadalni by w scenografii XIX wieku pokonwersować z Freudem o jego teoriach? Mamy ten sentyment do czasów byłych, do rzeczy które nas ominęły, a ich współczesne próby wskrzeszenia (nieraz spektakularne), najczęściej kojarzą się z zabawą dla małych chłopców, albo ze snobistycznymi marzeniami.

Do takich przemyśleń nakłonił mnie film “Ostatnia audycja” (Praire House Companion), gdzie i kilka gwiazdek się znajdzie (Roberta Altmana jako reżysera nie wspomnę), jednakże sam film – o ostatniej audycji teatralno-radiowego show tak naprawdę jest o niczym. O w sumie przepraszam! Opowiada o końcu – pewnej epoki, zarówno dla bohaterów filmu, ale też pozostawia widza w smutnym nastroju, że coś mu uciekło i już nie powróci.  Filmweb streszcza obraz krótko:

Rozgłośnia radiowa WLT zostaje sprzedana pewnej firmie w Teksasie. Po 32 latach zakończy się nadawanie najpopularniejszej audycji tej rozgłośni. Show zatytułowane “A Prairie Home Companion” a prowadzone przez Garrisona Keillora ukaże się ostatni raz. Program ma być na żywo i z udziałem radiosłuchaczy. Zebrani w radiowym studio fani nie wiedzą, że jest to ostatnia audycja. Śpiewający kowboje, Dusty i Lefty, siostry Yolanda i Rhonda dają z siebie wszystko w swej ostatniej audycji.

Obejrzyjcie, ale nie po zalatanym dniu, bynajmniej nie w rzęsiście oświetlonym pokoju, najlepiej w ciszy, z lampką wina w dłoni. Bo coś odejdzie i raczej na pewno nie wróci.

Share on Facebook
read more

Siła internetu

Filed Under: Gry, Life
lis.30, 2010

Powiem tak. Internet istnieje w moim życiu na poważnie od czasów klasy maturalnej (2003 rok). Dostałem wówczas twarde łącze w domu, mogłem spokojnie siedzieć ileś tam godzin dziennie w virtual realisty. IRC, poczta, usenet, fora, granie w Arkadię, sieć jako źródło informacji (podczas przygotowań do olimpiady wiedzy z UE wysłałem nawet mejla do Komisji Europejskiej, że diagram na ich stronie jest zły. Odpisali po 30 minutach, że dziękują za zwrócenie uwagi i poprawili od ręki). Od paru lat pracuję w branży IT, codziennie dostaję z 15 mejli, dobrze koło 40 newsów w RSSach no i cały czas żyję na fejsbóku. I wiecie co? Nigdy nie poczulem się tak częścią globalnej społeczności jak dziś. Dlaczego?

Otóż to wszystko przez szachy. Tak jest, gra planszowa, 64 pola, 2 graczy, reguły dość proste. Ostatnio ze zdrowiem nie bardzo miałem po drodze i spędziłem  kilka dni na zwolnieniu. Jakoś tak mnie uderzyło i powróciłem do gry, którą poznałem chyba jeszcze w przedszkolu.  Wiadomo – dziś to zupełnie inna jakość, mamy programy, bazy partii, serwisy internetowe i możliwość grania online z graczami z całego świata. Zalogowałem się dziś zupełnie przypadkowo na jeden z darmowych serwisów do gry online i co? Pogadalem (i jednocześnie zagrałem) z Niemcem mieszkającym a Kaliningradzie, gdzie jest pastorem kościoła (nie pytajcie mnie jak i dlaczego), z człowiekiem z USA, gdzie właśnie dojrzewają pomarańcze. Miałem też mały romans z inżynierem systemowym z Arabii Saudyjskiej, u niego była 5 rano i siedział na nocnej zmianie w swojej firmie. Próba opisania w małym okienku komunikatora podczas gry (w końcu był remis) wschodu słońca była jedną z najfajniejszsych rzeczy jaka mi się ostatnio zdarzyła. Poczułem się autentycznie jak członek globalnej wioski, mimo że za oknem śniegu nasypało ze 20cm, noc późna i cicho wokoło. Jestem obywatelem świata.

Share on Facebook
read more

Pierwszy wpis kulinarny – czyli carbonara w ofensywie

Filed Under: Kulinaria, Life
lis.06, 2010

Generalnie lubię gotować. Nawet bardzo lubię. Uczyłem się tego w 2 totalnie różnych miejscach – pierwszym był domek mojej babci i spędzane tam weekendy oraz wakacje.  Jest to również powód, dla którego na pewno będę miał coś na kształt pieca na drzewo kiedy już zbuduję sobie domek. Drugim miejscem była resturacja gdzie pracowałem jako kelner. Możnaby zadać pytanie jak będąc kelnerem można nauczyć się gotować ciekawe rzeczy, zaś odpowiedź jest prosta – knajpa ta miała otwartą kuchnię, zatem na to, co robią kucharze można było sobie jawnie popatrzeć. I takie zmieszanie zupełnie 2 styli – tradycyjnej polskiej kuchni i international cuisine jakoś tak we mnie żyje i daje o sobie znać. Dziś zatem pierwszy wpis kulinarny – będzie o prostej i smacznej rzeczy jaką jest carbonara.

Pewnie nie raz mieliście okazję zdziwić się kiedy rozmawialiście z kimś np. o bigosie. Jak to nie dodajesz do bigosu suszonych śliwek? Przecież to profanacja! Nie no śliwek nie daję, ale dolewam trochę wina. Przecież tak się nie robi! Tjaaa, tak samo jest z carbonarą. Zasadniczo podstawowa wersja tego sosu (podaję za Wiki) składa się z:

- pecorino romano - czyli twardego owczego sera

- guanciale - włoski niewędzony bekon

- jaj i pieprzu

Tyle mówi Wikipedia. Zasadniczo byłem świadkiem dziesiątek dyskusji czy na pewno do carbonary dodaje się w ogóle śmietanę, ktoś tam dowodził, że do carbonary daje się tylko ser, a z kolei Maciej Kuroń prezentuje przepis na carbonarę z użyciem mascarpone (kiedyś pewnie spróbuję). Niektórzy też dodają do sosu grzyby, czasem warzywa i ogólnie jest z tego dużo zamieszania. Zatem jeśli kiedykolwiek będziecie świadkami kłótni o ‘prawdziwą carbonarę’ to możecie błysnąć wiedzą.

Ja w swojej carbonarce pozostałem dość konserwatywny, jednakże użyłem polskich składników rzecz jasna (do Almy mogę się przejść po comber z sarny, a nie po ser ).  Jedzonko przygotowywałem dla siebie i żony zatem wszystkie składniki są dla 2 osób. Do robienia sosu i potem mieszania go z makaronem użyłem swojego woka – jest bardzo duży (wszystko się mieści), żeliwny (ślicznie się w nim gotuje) i sprawia odpowiednie wrażenie.

1. Bierzemy kilka ząbków czosnku i rozgniatamy je – mieszamy je z niewielką ilością oleju. Wrzucamy to na patelnię i na bardzo małym ogniu pozwalamy się mu ogrzać i oblepić całą powierzchnię patelni (należy uważać by nie przypalić czosnku)!

2. Wrzucamy na patelnię drobno pokrojony boczek! Ma to o tyle znaczenie, że szybciej zrobi się miękki, puści własny tłuszcz i cały sos będzie bardziej esensjonalny. Kiedy podsmażymy go wystarczająco dorzucamy drobno posiekaną cebulę. Dalej mieszamy i czekamy aż cebula dojdzie, można po drodze dosypać soli – carbonara jako dość tłusty sos potrzebuje całkiem sporo soli, aby nie być mało wyrazista (paskudnie wtedy smakuje).  Jeżeli boczek i cebula są już OK, wówczas odlewamy wodę/tłuszcz z patelni! Jest to bardzo istotne – bardzo często kucharze zostawiają pewną część tej brei i wówczas śmietana nie potrafi się z tłuszczem zmieszać – wygląda to cokolwiek nieapetycznie i tak też smakuje.

3. Dorzucamy trochę oregano/rozmarynu/ziół prowansalskich na patelnię (co kto preferuje, można ten etap pominąć). Trzymamy przyprawy troszeczkę na ogniu (podgrzewamy je) – wydobywa to ich aromat i zapach, ale należy uważać by ich nie przypalić! Nie ma nic gorszego niż spalone przyprawy. 

4. Odstawiamy taką bazę na bok precz z ognia. Dajemy 10 minut na ostygnięcie. Po czym należy dodać trochę śmietany i zamieszać. Ja do tego opus magnum użyłem deserowej śmietanki 30% z Mlekovity. Generalnie łatwo ją wszędzie dostać i jest całkiem niezła. Na porcję dla 2 osób najbezpieczniej jest użyć całe małe opakowanie – bodajże 375ml.  Dodam, że najlepiej trzymać opakowanie wcześniej poza lodówką by śmietanka nabrała temperatury pokojowej – jakiekolwiek szoki termiczne są dla śmietany na dłuższą metę zabójcze. Dolanie tej niewielkiej ilości i wymieszanie spowoduje, że śmietana przejdzie ‘carbonorowatością’.  Dajemy temu kilka minut na postanie i dalsze stygnięcie.

5. Teraz kilka słów o bazie sosu – tutaj dzieją się cuda. Resztkę śmietanki należy wymieszać z 2 żółtkami (niektórzy polecają dodawanie całych jaj, ja wolę żółtka) . Rozbełtujemy to razem i w tym momencie dodałem również bardzo drobno starty żółty ser. Generalnie można sobie zakupić jakiś włoski czy francuski wynalazek – zasadniczo polecany jest jakiś intensywny w smaku ser – moim zdaniem nie jest to dobre rozwiązanie, gdyż jeśli choć trochę przesadzimy z ilością to zabije on swoim aromatem cały sos. Ja dodałem trochę zwykłego Barona Ostrołęckiego (nie pytajcie mnie kto wymyślił tą nazwę, ale ser jest całkiem smaczny – kupuję go w sklepie koło swojej roboty na Powiślu). Drobne starcie jest ułatwieniem – nie trzeba czekać długo aż ser się rozpuści, co również eliminuje zagrożenie przeciągnięcia sosu i zrobienia z niego kaszki. Do takiej bazy ja dodaję trochę świezo posiekanej pietruszki – jest zielono, aromatycznie i lepiej smakuje. Ale naprawdę tutaj ostrożnie bo nam aromat zielonego zabije sos! W tym miejscu można również dorzucić pieprz (niektórzy polecają młotkowany, ja poprzestałem na świeżo zmielonym) oraz sól. Generalnie doprawianie na talerzu jest dla mnie istotą każdego dania, ale pewna podstwa przypraw musi być.

6. Gdzieś tam po drodze przygotowywujemy makaron. Generalnie szkoła przyrządzania pasty mówi krótko – makaron ma być al dente i do tego ostatnie chwile przed podaniem spędzić wymieszany z sosem! Jeśli makaron gotujemy jednocześnie robiąc sos, wówczas doprowadzamy go do stanu pre-ale-dente i teraz uwaga – podniesienie temperatury śmietany (ogólnie sosu) do temperatury bliskiej gotowaniu czy wrzeniu jest zabójcze (powstaje z sosu coś na kształt kaszanki). Dlatego należy tutaj uważać – nie twierdzę, że za każdym razem należy przelewać makaron zimną wodą (w knajpach nikt tego nie robi, makaron wychodzi gorący z paściarki i jest wrzucany na patelnię), ale zachować należy ostrożność. Jeśli makaron ugotowaliśmy trochę wcześniej to przelejmy go zimną wodą i nie dopuśćmy do sklejania (dlatego też makaron gotuje się z odrobiną oleju)

7. Załóżmy, że makaron czeka na wlanie do sosu. Zatem bierzemy naszą bazę, przekładamy na bardzo mały ogień i  powoli dolewamy bazę do mięska. Koniecznie należy uważać z temperaturą, trzymać sos na ogniu dość krótko i zaraz potem wrzucić makaron (mając na uwadze punkt 5). Przebełtać na szybko i najlepiej od razu podawać.

8. Zasadniczo najczęściej  carbonarę podaje się ze spaghetti, ale równie popularne jest buccatini (grubsze niż spaghetti z dziurką w środku). Niezłe jest też penne – sos wnika do środka i przez to smakuje lepiej (to moje zdanie). Polecane z kolei rigatoni nie do końca do mnie przemawia. Choć jak ktoś chce to może i  conchiglioni użyć. Wszystkim jednakże życzę smacznego.

Share on Facebook
read more

Jak zatytułować pierwszy wpis?

Filed Under: Blog, Life
mar.08, 2010

Tytuł wpisu wcale nie jest przewrotny! Jak każdy szanujący się programista swój devBlog rozpocząłem od nieśmiertelnego “Hello World”. Co zrobić z tworem, gdzie zamierzam powrócić do kultywowania poprawnej polszczyzny oraz wrodzonego humanizmu? Postanowiłem oddać głos mistrzowi Herbertowi:

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

[...]

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeź się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych

strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

[...]

Bądź wierny Idź

Share on Facebook
read more
  • Kategorie

    • Blog
    • Film
    • Filozofia
    • Gry
    • Historia
    • Książki
    • Kulinaria
    • Life
    • Muzyka
    • Religia
    • Sport
    • Taniec
  • Kalendarzyk

    Luty 2012
    P W Ś C P S N
    « paź    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    272829  
Powered by WordPress. Theme: Motion by 85ideas.
[ Back to top ]