Zamierzam wystawić małą sztukę. Malutką, tyci-tyci, w końcu na dwóch raptem aktorów rozpisaną. Proszę wyłączyć komórki, usiąść wygodnie, Panie i Panowie, kurtyna!


Pamiętacie Arystotelesa? Taki filozof, uczeń Platona, można też na nim wieszać psy za to, iż wymyślił liceum :) Pozostawił po sobie kilkadziesiąt dzieł, które przez kilkanaście stuleci oddziaływały na umysły zachodniej kultury. Pomimo niebagatelnego znaczenia dla filozofii oraz kultury europejskiej, w pewnym momencie został odstawiony na półkę, aby tam dostojnie zarastać kurzem. Jego prace przyrodnicze w wieku XIX i późniejszych można było poczytać tylko przez sentyment. Zaś metafizyka, czy etyka przegrywała z kretesem z kolejnymi nihilistycznymi wynalazkami ludzkości, że o postmodernizmie nie wspomnę. To pierwszy aktor w mojej sztuce.

Drugi aktor jest na pewno mniej w świecie znany, co wcale nie oznacza, iż nie należy mu się szacunek. Jacek Dukaj, bowiem tak się nasz drugi bohater nazywa, filozofię studiował i to w akademickich murach. Ukończył z wynikiem nieznanym, czego zresztą nikt mu nie wypomina, gdyż ważne czym zajął się później. A zajął się droga publiczności pisaniem. Szło mu to całkiem sprawnie, aż w końcu natknął się na Arystotelesa. I dopiero wtedy się zaczęło. Jednakże o tej historii opowiem kiedy indziej. Kurtyna!

Zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym, jak działają relacje międzyludzkie? Nie popadając w trywializację oraz wypisywanie na murach “Kocham Cię Gośka!” wypada się zgodzić, iż każdego z nas można opisać poprzez posiadaną (najczęściej niestety nie) charyzmę. Ów jednostkowy atrybut wiódł ludzi na barykady, kazał im dokonywać rzeczy zarówno heroicznych jak i podłych, albowiem z charyzmą się nie dyskutuje. Charyzmę się wyczuwa, podobnie jak kwiaty wyczuwają światło, aby skierować tam swe liście. Jest to przyrodzone rodzajowi ludzkiemu zachowanie.

Skąd zaś bierze się charyzma? Jak ją postrzegamy? Tutaj wracamy do Arystotelesa. To on w swych dziełach odrzucił idee, które za nieosobowy byt uznawał Platon. To nie idee ucieleśniają się w swiecie, ale materia naszego kosmosu jest kształtowana przez formę – każdy z nas jest poddanym jednej z nich – są i niewolni doulosi, ale też i arystokracja. Dukaj podjął dyskusję z filozofem, wykorzystał jego myśl i stworzył oryginalne uniwersum, gdzie filozofia zdaje się być wyryta w rzeczywistości.

“Stojąc między bogiem, a psem, w którą stronę skierujesz swą twarz?”. U Dukaja można skierować ją tylko w dół, albo złamać tego, kto bogiem się mieni. Świat stworzony przez autora poznajemy z perspektywy kogoś, kto póki co może najwyżej zginać kark przed wszystkimi wokół. Hieronim Berbelek, był swego czasu potężnym strategosem, doskonałym dowódcą wojskowym, na którego skinienie ludzie oddawali życie. Dlaczego? Jego forma była silniejsza niż wszystkich jego podwładnych. I nie rzecz w prostych żołnierzach – posłuszeństwo zaprzysięgali mu najwyższi rangą dowódcy oraz najpotężniejsi aresowie. Napotkał jednakże przeciwnika większego od siebie. Albowiem oczywistością jest to, iż żaden człowiek nie jest w stanie zwyciężyć boga. Kratistosi, najpotężniejsze istoty na świecie, bogowie obleczeni w ludzką powłokę, są o swą potęgę zazdrośni, na pewno nie uznają zwykłego człowieka za równego sobie. Hieronim Berbelek zostaje pokonany.

W nakreślonej przez Dukaja wizji Europy i całego świata, osobista moc i potęga, siła morfy płynie w powietrzu przed każdym człowiekiem. W ten sposób rzeźbi się w rzeczywistości stosunki społeczne – aristokracja czerpie  swą siłę z formy własnych rodów, wyuczonych gestów oraz oczywistości zachowań. Aresi oraz Nimrodzi są zarówno panami, jak i niewolnikami. Potężni siłą swej morfy muszą toczyć z nią boje o panowanie – aresa może zaślepić chęć mordu i walki, bitewnego zgiełku oraz lejącej się krwi. Nimrodzi to myśliwi, ludzie o duszach drapieżników, którzy w dzikości przyrody znajdują prawdziwe ukojenie. I w końcu twórcy kerosu, rzeźbiący materię i rzeczywistość z różną siłą uzależnioną od swej mocy – to demiurgosi i teknitesi – sprzedający swą sztukę każdemu kto jest skłonny za nią zapłacić. Zaś nad tą całą mieszaniną przeróżnych morf, unoszą się rozpostarte nieraz na wiele krajów formy kratistosów, zmieniających ich mieszkańców na swój obraz i podobieństwo.

Hieronim Berbelek, pokonany strategos, będący odbiciem swojej dawnej chwały staje się z dnia na dzień kimś nowym. Dzieje się tak za sprawą esthle Szulimy Amitace, której forma wyciąga Hieronima z przytulnej apatii i bezruchu, aby wykorzystać to, co głęboko ukrył przed światem. Diament, z którego zostanie wykuty oręż do walki z kratistosami, zarówno tego jak i innych światów. Rozpoczyna się podróż, która z Europy wiedzie do centrum Afryki, aby zakończyć się w najmniej spodziewanym miejscu – wśród gwiazd, do których wszyscy próbujemy dążyć. Zapewniam, że z Hieronimem Berbelekiem podróż ta jest naprawdę niesamowita.

Share on Facebook