• O blogu
  • rss

Kulturalny Chlebik

Kulturalny Chlebik

Moje kulturalne przemyślenia
  • home
  • Blog
  • Film
  • Filozofia
  • Gry
  • Historia
  • Książki
  • Life
  • Muzyka
  • Religia
  • Taniec

Latest Entries »

Bajka o jaskółce i starym kruku

Filed Under: Filozofia, Książki by Chlebik
maj.08, 2010

A więc oko za oko, ząb za ząb? Krew za krew? A za tę krew, następna krew? Morze krwi? Chcesz świat we krwi utopić? Naiwna, skrzywdzona dziewczyno? Tak chcesz walczyć ze złem, wiedźminko?

Tak. Właśnie tak! Bo ja wiem, czego Zło się lęka. Nie etyki twojej, Vysogoto, nie kazań, nie moralnych traktatów o poczciwym życiu. Zło bólu się lęka, kalectwa, cierpienia, śmierci wreszcie! Zranione Zło wyje z bólu jak pies! Tarza się na podłodze i kwiczy, patrząc, jak krew chlusta z żył i arterii, widząc sterczące z kikutów kości, widząc kiszki wypełzające z brzucha, czując, jak wraz z zimnem nadchodzi śmierć. Wtedy i tylko wtedy Złu włosy dęba stają na łbie i wrzeszczy wtedy Zło: “Litości! Żałuję za grzechy! Dobre już będę i poczciwe, przysięgam! Tylko ratujcie, zatamujcie krew, nie dajcie podle szczeznąć!” [..] Odpłać Złu! Spraw, by wyło z bólu, by od tego wycia pękły mu gałki oczne. I wtedy, popatrzywszy na podłogę, możesz śmiało i pewnie powiedzieć: to, co tutaj leży, już nie skrzywdzi nikogo, nikomu nie zagrozi. Bo jak może komuś zagrozić, nie mając oczu? Nie mając obu rąk? Jak może skrzywdzić, gdy jego flaki włóczą się po piachu, a jucha w ten piach wsiąka?

Andrzej Sapkowski, “Wieża Jaskółki”

Share on Facebook
read more

Will Smith w przepisie na sukcesy filmowe

Filed Under: Film by Chlebik
kwi.20, 2010

Zasadniczo Willa Smitha nie trzeba nikomu przedstawiać – jeden z facetów w czerni, który jak zawsze wciskał odpowiedni przycisk sekundę przed zniszczeniem całej planety. Starsi mogą go pamiętać z puszczanego dawno temu komediowego sitcomu “Bajer w Bel-Air”. Wiedza na temat tego aktora w wielu przypadkach się kończy. Zupełnie zresztą niesłusznie.

Niesłusznie o tyle, iż zasadniczo za cokolwiek się Will weźmie wychodzi mu to dobrze, albo doskonale. Za wspomniany już serial “Bajer w Bel-Air” dostał dwie nominacje do Złotych Globów, a to już o czymś świadczy. Zdarzyło mu się również rapować – tutaj kolejna niespodzianka – zdobył nagrodę Grammy. No już w ogóle nieźle. W skali globu dał się poznać grając w “Dniu Niepodległości” oraz “Facetach w czerni“, którzy okazali się kasowym przebojem i rzecz jasna dokręcono sequel, aby wykorzystać do końca potencjał tytułu jak i aktora (w drugiej części to Smith jest głównym bohaterem, przyćmiewa moim zdaniem Tommy Lee Jonesa).   Możnaby uznać, iż przyszłość będzie jasna – kolejne role w mniej lub bardziej ambitnych komediach, aż w końcu twarz się opatrzy i na kilka lat zniknie z ekranów. Nic z tego! W 2001 roku mamy “Alego”, gdzie rola zupełnie inna – owocująca nominacją do Oskara i bardzo efektywną kreacją. Potem mamy “Ja, robot”, oparty na świecie wykreowanym przez Isaaca Asimova (o nim też pewnie kiedyś napiszę), “Hitch” (bardzo symaptyczna komedia romantycza), czy w końcu “W pogoni za szczęściem” (tego jeszcze nie oglądałem niestety). I tutaj na chwilę się zatrzymamy. Albowiem od tego filmu (jak pamiętam) zaczyna się ciekawy wątek w karierze Smitha.

Pamiętam jak dziś, że przy okazji strajku scenarzystów w USA, w tygodniku “Forum” pojawił się przedruk artykułu dotyczący gwiazd filmowych oraz ich wynagrodzeń. Cloue tego tekstu było takie, iż najlepiej na tym wszystkim wychodzą ci, którzy nie inkasują wielkie gaże za kręcenie filmu, ale procent od zysków. Pamiętam tabele z konkretnymi tytułami wraz z zarobioną forsą – fakty mówiły same za siebie. Co ma do tego Will? Tyle, iż od kilku lat pracuje właśnie w ten sposób – nie bierze za dużo za sam udział w filmie – za to ma zagwarantowany udział w zyskach. To sprawia, że ostrożnie wybiera propozycje, a także stara się jak może. Od tamtego czasu mieliśmy trzy tytuły – “Jestem legendą”, “Hancock” oraz “Siedem dusz”. Tytuły są na tyle świeże, iż każdy może sobie je przypomnieć lub obejrzeć dzięki pobliskiej wypożyczalni DVD. Moim zdaniem nie są to może filmy wybitne, do zapisania złotymi literami w historii kina. Jednakże na tle masy miernych produkcji ostatnich lat wybijają się ponad przeciętność. Na koniec zaś jedna z najbardziej emocjonalnych scen z “Siedmiu dusz”, zresztą ten film polecam każdemu. Jeśli starożytne Katharsis to uczucia po tym filmie, rozumiem dlaczego Grecy stworzyli dramat.

Share on Facebook
read more

Kto chętny do grania roli boga?

Filed Under: Historia, Książki, Religia by Chlebik
kwi.14, 2010

Religia to sprawa dość poważna. Pomijając już kwestie, czy ktoś jest wierzący, bądź nie. Odrzucając zbędny mistycyzm i machając brzytewką pana Ockhama najczęściej wychodzi na to, iż religia jest wytworem kultury, wynikającym z szeregu cech przynależnych ludzkiemu gatunkowi. Jednakże dziś będzie o czymś innym.

Odejście z kościoła (niezależnie od prowieniencji) jest dość radykalnym posunięciem – zwłaszcza jeśli nie jest cichutkim “wierzący, ale nieprkatykujący”, ale oficjalnym spotkaniem z hierarchią kościelną by dokonać aktu apostazji. Jednakże jeszcze bardziej szokującym wydarzeniem jest opuszczenie kościoła przez jednego z kapłanów – duchownych, którzy zostali rzekomo powołani do wskazywania wiernym drogi. Najbardziej znanym w Polsce apostatą jest pewnie Roman Kotliński, obecnie naczelny tygodnika “Fakty i mity”, którego książki “Byłem księdzem” zajmowały pierwsze miejsca na listach bestsellerów. Ja z kolei opowiem o trochę innym przypadku – o tyle ciekawym, iż dzięki niemu powstało dzieło (moim rzecz jasna subiektywnym zdaniem) wybitne. Panie i Panowie oto Jack Miles.

Cisza zapadła bo i nazwisko szerokim echem w mediach się nie obija. Jack Miles jest byłym duchownym, konktretniej jezuitą, który wystąpił z tego zgromadzenia zakonnego. Jezuici jak to przystało na zakon powołany do walki z herezją, stara się posiadać w swoich szeregach ludzi wykształconych, zatem w przypadku naszego bohatera nie było inaczej. Jest on bowiem specjalistą – lingwistą – ze szczególnym uwzględnieniem  starożytnych języków bliskowschodnich. Dzięki temu czytanie  biblii w języku oryginalnym (lub późniejszych jej przekładów na grekę, czy łacinę ) nie stanowi dla niego problemu. Swoje przemyślenia na temat starego testamentu wyłożył w napisanej przez siebie książce “Bóg. Biografia”, za którą otrzymał nagrodę Pulitzera w roku 1996.

Czy można patrzeć na boga nie jak na “Boga”, ale jak na bohatera największego bestsellera wszechczasów? Czy da się przeprowadzić literacką analizę jego poczynań? Czy takie podejście jest w ogóle możliwe? Okazuje się, że można. Miles omawia po kolei wszystkie księgi starego testamentu w kolejności akceptowanej przez Żydów. Okazuje się bowiem, iż kanon pism starego testamentu jest różny dla katolików i Żydów. Podejście tych drugich jest uznawane przez autora książki za słuszne – księgi są umieszczone niekoniecznie w ciągu chronologicznym, za to o wiele ciekawiej pokazują ewolucję boga, albo też dominację kolejnych jego wcieleń. Tak! Kolejnych wcieleń. Posiłkując się wiedzą historyczną oraz znajomością starożytnych kultur, Jack Miles wskazuje na różne twarze istoty, którą zwykliśmy nazywać “Bogiem”.

Odnajdujemy w niej zarówno Tiamat, Baala czy Zoroastera. Słyszymy echa walk między nimi, próby samopoznania boga, jego reakcje na zachowania jego wyznawców, ale też na czyny, które popełnił sam. Prawie 500 stron lektury pozostawia u czytelnika wrażenie, że tak naprawdę to boga powinno się zamknąć w zakładzie dla obłąkanych. Może i przewidując taki rozwój wypadków, sam zainteresowany umilkł na dobre kilkanaście ksiąg przed końcem starego testamentu. Jestem również przekonany, iż każdy odkryje jak naprawdę wygląda sprawa z księgą, którą kilkaset milionów ludzi na świecie uznaje za świętą. Bowiem w obliczu wywodu Jacka Milesa możemy co najwyżej otworzyć z wrażenia usta i powiedzieć WOOOW. Perły przed wieprze, naprawdę. Szkoda tylko, że tych pereł trzeba szukać w antykwariatach, naprawdę szkoda.

Share on Facebook
read more

Drugi Katyń

Filed Under: Historia by Chlebik
kwi.10, 2010

Nie jestem zwolennikiem PiSu, prezydenta Kaczyńskiego i szeregu innych ludzi. Nie płakałem po papieżu, nie paliłem onetowych świeczek na GG.  Jednakże dzisiejsze wydarzenie nie ma odpowiednika w historii, a już na pewno w historii Polski. Dlatego kreślę tych kilka słów, bo wydarzenie jest historyczne i jako takie zasługuje na wspomnienie.

Share on Facebook
read more

Ocenzurujmy Casablankę

Filed Under: Film, Historia by Chlebik
kwi.09, 2010

W świetle takiego filmu jak Avatar, oglądanie czarno-białych filmów może wydawać się albo dziwactwem, bądź też przesadnym snobizmem. Cóż poradzić, że jeden z nich jest tak bardzo popularny, a co więcej bardzo mi się podoba.

O Casablance słyszeli chyba wszyscy (pomijając dresów i innych neandertalczyków). Historia niespełnionej miłości Ricka i Ilsy w wojennej rzeczywistości marokańskiego miasta – podbiła serca widzów na całym świecie, oraz zapewniła sobie miano kultowej. Jednakże to o nie tym dziele dzisiejszy wpis. Otóż przy okazji lektury materiałów dotyczących filmu, natrafiłem na bardzo ciekawy dokument. Jest nim Kodeks Haysa, który “obowiązywał” w latach 1930-1968. Umieszczenie słowa obowiązywał w nawiasach sugeruje pewną umowność owego dokumentu – były to bowiem wytyczne cenzorskie, które miały/powinny przestrzegać wytwórnie filmowe. Konkretnie chodziło o niepokazywanie w filmach zwycięstw odnoszonych przez złe postaci, unikanie moralnej pochwały dla zła i tego typu zapisy. To rzecz jasna automatycznie wykluczało pokazywanie nagości, używania narkotyków, czy naśmiewania się z czyjejkolwiek religii. Obowiązywanie kodeksu trwało całkiem długo, a jego ostateczne porzucenie zbiegło się w czasie z rewolucją obyczajową. Spadkobiercą kodeksu jest system ocen filmów, który wprowadziła MPAA (Motion Pircure Association of America) by wskazywać filmy o wysokiej zawartości przemocy czy nagości – z pewnymi zmianami obowiązuje on do dziś.

Share on Facebook
read more

Tango!

Filed Under: Film, Taniec by Chlebik
mar.28, 2010

Słowo klucz. Tango! Taniec argentyńskich pasterzy, drapieżny, zmysłowy, epatujący emocją aż do nieprzytomności. Tango! Bo Mrożek napisał. Bo w szkole uczyli. Tango! Wieczorna intymność tańca z gwiazdami i każdy już znawcą, wszystko wie. Tango! Zaś to nie takie proste, kroki niełatwe, choć na kursach tańca nieźle mnie ich przyuczali. Dalej nie umiem. Tango! Wolny, szybki, szybki, wolny! Oni potrafią, potrafią jak nikt. Bo emocja, bo żar! Tango!

Share on Facebook
read more

Rogaliki w cenie czyli kulki kreski na ekranie

Filed Under: Gry by Chlebik
mar.25, 2010

Jakiś czas temu kupiłem netbooka. Przyjemna rzecz jeśli chodzi o codzienne dojazdy do pracy – poczytać można, muzyczki posłuchać i.. w sumie to było wszystko. Jednakże ile można czytać kolejne biblie programistyczne, dokumentacje i tutoriale. Trzeba było wymyślić jakąś formę rozrywki.

Instalowanie Diablo na netbooku nie byłoby dobrym pomysłem. Pomijając brak stacji dla dysków optycznych, to granie w dynamiczną grę w trzęsących autobusach ZTMu nie jest zbyt dobrym pomysłem. I wtedy przypomniałem sobie o tak kiedyś cenionych przeze mnie grach – roguelike. Nazwę dla tego typu gier dał Rogue – pierwszy produkt tego typu. Idea gry jest prosta – należy schodzić coraz niżej w labiryncie/lochach/podziemiach i ubijać coraz więcej i silniejszych stworków. Jedyną różnicą w porównaniu ze zwykłymi grami jest grafika, a w zasadzie najczęściej jej brak. Roguelike wywodzą się jeszcze z czasów, gdy królowały rozwiązania typu mainframe – czyli mieliśmy jeden olbrzymi serwer i ludzie podłączali się do niego by grać (w sumie tak samo działa dziś internet i masa innych aplikacji ). Dlatego też po zapisaniu stanu gry aplikacja się zamyka – jeśli zaś zginiemy, kasowane są pliki z zapisem gry danej postaci. Wiadomo, można to obejść zawczasu kopiując pliki z zapisanym stanem gry, ale jest to traktowane jako oszustwo. Taaak, wiem, że wygląda to maksymalnie hardkorowo. Spróbujcie przejść wspomniane choćby Diablo nie “powstając z martwych” co ubicie. Ciężko.

Jedną z najbardziej rozbudowanych gierek tego typu jest ADOM, a jest to skrót od nazwy Ancient Domains of Mystery. Gra ma już swoje lata (pojawiła się w 1994), ale lata jej rozwoju zrobiły swoje. Znajdziemy w niej olbrzymi świat, masę potworków, możliwości rozwoju i takich tam. Co zatem sprawia, że gierki te nie są popularne, skoro niby są takie doskonałe? Pierwszy problem to brak grafiki – osadzenie ich w ASCII-arcie nie zachęca na pierwszy rzut oka. Choć dla mnie to plus – naprawdę mocno rozwija to wyobraźnię. Niektórzy dochodzą do momentu, kiedy niewinna literka “D” na komputerze od razu wywołuje panikę, gdyż w grze oznacza smoka :) Drugim problemem jest interfejs – będąc spadkobiercą konsoli grę można obsługiwać tylko za pomocą klawiatury, a zapamiętanie na początku sporej liczby poleceń ukrytych pod różnymi klawiszami może być dość uciążliwe i zniechęcające. Jednakże w dobie powtarzalnych klikaczy przeglądarkowych (OGame, Travian i takie tam) być może warto na chwilkę oderwać się od kolorowej graficzki i spróbować swoich sił w czymś bardziej zaawansowanym. Z góry ostrzegam – to wciąga.

Share on Facebook
read more

Wybór Zofii, a sprawa Polska

Filed Under: Film, Historia by Chlebik
mar.16, 2010

Amerykanie jako naród na wojnach (przynajmniej tych zwanych światowymi) wycierpieli nie aż tak dużo. Pomijając Pearl Harbor – gdzie po prostu wystrzelano/zbombardowano ich jak kaczki, to na pewno nie doświadczyli obozów zagłady i pernamentnego państwa policyjnego.

Mimo tego faktu prawdą jest, że o bohaterstwie żołnierzy spod znaku 50 gwiazdek powstały dziesiątki filmów, książek i cholera wie czego jeszcze. Z definicji ocierają się one o banał, albo łzawe historie (przynajmniej te, które miałem okazję oglądać), ale ostatnio obejrzałem film, który pokazał wojnę (konkretnie drugą światową) od zupełnie innej strony i w totalnie innej scenerii, niż wszystkie inne. Wybór Zofii to jeden z najważniejszych filmów w karierze Meryl Streep – dostała Oskara za najlepszą rolę pierwszoplanową. Obraz o którym piszę powstał w roku 1982 – zatem wiele lat po wojnie – na podstawie powieści Williama Styrona, reżyserią zaś zajął się Alan J. Pakula.

Film opowiada historię Zofii Zawistowskiej – Polki, córki krakowskiego profesora, która straciła swoją rodzinę w Oświęcimiu. Poznajemy ją dzięki młodemu pisarzowi Stingo, który wprowadził się do domu zamieszkiwanego przez Zofię. Jednego z wieczorów zaraz po przeprowadzce nocny hałas wyciąga Stingo na schody, gdzie jego oczom ukazuje się scena brutalnego “quasi-rozstania” między Zofią, a jej partnerem – Nathanem (w tej roli Kelvin Kline), którzy zamieszkują piętro wyżej. I taki opis możnaby umieścić w TeleTygodniu i pewnie niewiele osób film by obejrzało. Jednakże istotnym z punktu widzenia dalszej fabuły nie jest tak naprawdę (jak możnaby się spodziewać) relacja miłosna pomiędzy głównymi bohaterami, ale historia opowiedziana przez Zofię w intymnej ciemności hotelowego pokoju, dokoąd uciekła razem ze Stingo po kolejnej awanturze urządzonej przez zazdrosnego Nathana.

Od historii opowiedzianej przez główną bohaterkę bierze się tytuł filmu – dano jej bowiem namiastkę boskiej mocy – miała wybierać kto umrze, a kto zostanie ocalony. Scena mająca miejsce przy selekcji przywiezionych do obozu ludzi jest dzięki swej ascetyczności niesamowicie sugestywna. Trudno mi opisać jednoznacznie przedstawioną w filmie fabułę. Film trzeba zobaczyć nie tylko dla doskonale oddanej książki, ale by zobaczyć, że Amerykanie również potrafią tworzyć filmy o wojnie, które pozostawiają po seansie nastrój refleksji i kontemplacji, a nie powiewającą na tle zachodzącego słońca biało-czerwono-niebieską flagę. Naprawdę trzeba.

Share on Facebook
read more

Wszyscy go znają, a niewielu o nim wie

Filed Under: Muzyka by Chlebik
mar.12, 2010

Jestem skłonny założyć się o część swoich skromnych zarobków, iż każdy, kto czyta te słowa zna przynajmniej dwa utwory kompozytora, o którym zamierzam napisać.

Edvard Hagerup Grieg. Ktoś zna? Jakieś tytuły? Pewnie nie. To teraz drugie nazwisko – Henryk Ibsen. Dalej nic? Zapraszam w takim razie na wikipedię, a poniżej dwa najbardziej znane utwory, które umieściły tych panów w historii muzyki i dramatu.

W grocie króla gór

Poranek

Share on Facebook
read more

Tarnów talentami stoi – Totentanz

Filed Under: Muzyka by Chlebik
mar.10, 2010

Pisałem w poprzedniej notce o Jacku Dukaju. Z obecnym wpisem ma on tyle wspólnego, że podobnie jak mój dzisiejszy bohater pochodzi z Tarnowa. Panie i Panowie – prezentuję zespół Totentanz.

Chłopaki z Tarnowa na muzycznej scenie istnieją od niedawna – raptem w 2007 roku wypuścili swój debiutancki krążek Nieból.  Jest to naprawdę kawałek niezłego grania – płyta jest zarówno ciekawa pod względem tekstów jak i muzyki – w czym zasługa wokalisty zespołu Rafała Huszno. Debiut zespołu wysoko ocenili zarówno krytycy jak i publika, która uwierzyła zespołowi i rok od wydania debiutanckiej płyty bez zastrzeżeń kupiła drugą płytę - Zimny dom. I możnaby założyć, że chłopaki dalej będą grali swoje, kiedy gruchnęła wieść o tym, iż Totentanz wzorem choćby Metalliki (płyta S&M), albo Within Temptation (Dark Symphony) zamierzają nagrać płytę z udziałem orkiestry. Co prawda ograniczyli się do mniejszej od typowej orkiestry symfonicznej orkiestry kameralnej, ale i tak dodatek smyczków zadziałał piorunująco. Płytę Live wydano dopiero 5 grudnia 2009 roku – dokładnie pół roku po nagraniu, które miało miejsce na tarnowskim rynku w dniu 5 czerwca. Album składa się z 2 płytek – z zapisem wideo oraz oddzielnie ścieżka audio. Całość to godzina i 20 minut dobrego polskiego rocka, którego długo nie można zapomnieć. Poniżej Zimny Dom – jedna z moich ulubionych piosenek.

Share on Facebook
read more
« Older Entries
  • Kategorie

    • Blog
    • Film
    • Filozofia
    • Gry
    • Historia
    • Książki
    • Life
    • Muzyka
    • Religia
    • Taniec
  • Blogroll

    • Esensja
    • Fahrenheit
    • Gig-News
    • Racjonalista
  • Kalendarzyk

    Lipiec 2010
    P W Ś C P S N
    « maj    
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    262728293031  
Powered by WordPress. Theme: Motion by 85ideas.
[ Back to top ]